|
Mamy pierwszą połowę czerwca. Liczne
anomalia pogodowe tegorocznego sezonu na jakiś czas dają nam od
siebie odpocząć. Wreszcie mamy kilkudniową stabilizację pogody i
parę naprawdę ciepłych, następujących po sobie dni. Temperatura
wody naszego wyrobiska „rośnie w oczach”. Jesteśmy jednomyślni
– czas nad wodę!
Testowo wybieramy dwa różne
łowiska. Zbyszek ustawia miejscówkę w okolicach rozległego
wypłycenia. Druga z ekip przygotowuje stanowisko na obszarze
głębszej wody. Nie chcemy liczyć na łut szczęścia, dlatego
pracowicie przygotowujemy swoje miejscówki przed zasiadką.
Stosujemy różne taktyki
nęcenia, używając sporych ilości owocowo-rybnych peletów
oraz różniące się od siebie smaki kulek.
Konfrontacja z
rzeczywistością nadarza się wraz z nadejściem przedłużonego
weekendu. Czwartkowy dzień rozpoczynamy łowiąc leszcze i jazie.
Przychodzi wieczór i …

W miejscówkach
pojawia się karpiowa młodzież
Pojawienie się w łowisku 5-6 kg karpi
napawa nas optymizmem przed pierwszą nocą długoweekendowej
zasiadki. Starannie przygotowujemy i wywozimy zestawy. Zniesiony wraz
z początkiem roku zakaz wywożenia zanęt i przynęt wreszcie
pozwala nam doskonalić precyzję położenia zestawów w
łowisku. Sennie i spokojnie w obu ekipach mija
pierwsza noc.

Wyraziste
promienie słońca skutecznie wspomagają pobudkę.
Dzień zapowiada się słonecznie i
gorąco. Są pierwsze efekty z wypłycenia.

Piękny i dziki,
ponad 10 kg pełnołuski Zbyszka
Ekipa numer 2 ciągle w oczekiwaniu.
Piękna pogoda i brak opadów są dla nas na tyle cenne, że w
całości staramy się dobrze je wykorzystać - łapiąc kolejne
promienie mocnego czerwcowego słońca przygotowujemy taktykę na
kolejny wieczór. Nie ma jeszcze południa, kiedy docierają do
nas kolejne doniesienia z ekipy Zbyszka.

Kolejnemu
misiowi naszego „karpiowego guru” do 20 kg nie brakuje już
wiele.
Słońce zaczyna powoli słabnąć,
budząc w nas jednocześnie świadomość, że im bliżej nocy, tym
większe będą szanse wejścia ryb w obszar głębszej wody.
Przewidywanie okazuje się słuszne.

W promieniach
zniżającego się słońca mam pierwszego dużego amura
Po raz kolejny zacieramy ręce przed
nocą i niestety po raz kolejny przesypiamy ją prawie w całości. Dopiero w głuchej ciszy porannej
szarówki budzi mnie potężny odjazd. W ekspresowej pobudce
chwytam wędzisko. Po kilkunastu sekundach holu ryba schodzi z haka.

Zbyszek jest za
to w dalszym ciągu bezbłędny
Wyciągamy wnioski z poprzedniego dnia.
Na ostatnie 1,5 doby ustawiamy dodatkowe łowisko na wypłyceniu.
Stosujemy w nim odmienną taktykę. Nęcimy obficie peletami
halibut–truskawka oraz halibut–scopex. Punktowo na zestaw
zostawiamy trochę kulek. Zaraz po śniadaniu przewozimy zestawy.
Krótka chwila sjesty po posiłku i jest odjazd z nowego,
testowego miejsca. Wszyscy zgodnie stwierdzamy że nad wodą warto
reagować na bieżąco.

Amur w pełnym
słońcu
Czas mija nieubłaganie, powoli zapada
wieczorny spokój. Z każdą chwilą ubywa ciepłych -
słonecznych promieni, woda uspokaja się. Przed nami ostatnia noc
zasiadki. W pozytywne nastroje wprowadzają nas nieustannie
pokazujące się w łowisku ryby. Systematycznie nęcone miejsce
właśnie w tej chwili rekompensuje nam całość włożonej pracy.
Ostatnie nęcenie i wywożenie zestawów wykonujemy jeszcze
bardziej skrupulatnie. Wszyscy mamy nadzieje na udany połów.
Już około 23 z letargu wyrywa nas potężny odjazd. Po dość
krótkim holu Adrian ma pod brzegiem „słusznych” rozmiarów
przybysza z Azji.

Amurowa waga super ciężka
Po niespełna 30 minutach jest kolejny
odjazd, tym na wędce Kamili. Nasza karpiowa nowicjuszka, bezbłędnie
trzymając się wszystkich wskazówek padających zza pleców
skutecznie holuje do brzegu, swojego pierwszego „dzikiego” amura.

Kobiety również
skutecznie łowią okazy
Ściągnięty zestaw jeszcze nie
wywieziony, a pisk sygnalizatora kolejny raz każe pędzić w
kierunku wędki. Amury postanowiły widocznie na równi
obdarować nas wszystkich, ponieważ kolejny zameldował się na moim
zestawie. Wcale nie martwi mnie fakt, że jest „trochę” mniejszy
od tego pierwszego. Tej nocy wszyscy mamy uśmiechy na twarzach. Wspaniałe jest uczucie, kiedy przewidywania i przeczucia
okazują się trafne.
Wstaje ostatnie zasiadkowe słońce. W
promieniach poranka udaje nam się zrobić zbiorowe
zdjęcie z okazami. W pełnym pośpiechu (słońce piecze niemiłosiernie) robimy fotki skrupulatnie polewając
amury wodą.

Wspólna pasja i
udany połów.
W dobrych nastrojach powoli
porządkujemy stanowisko, aż tu
nagle szpula kołowrotka pędzi po raz kolejny. Ostatnia ryba zasiadki
łakomi się na kąsek z płytkiego łowiska ustawionego poprzedniego
poranka.

Amur, który
najwyraźniej upodobał sobie kąpiel słoneczną
To była bardzo udana zasiadka
|